|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Poczucie winy
Jedna z koleżanek blogerek opisuje utrapienia związane z pracami domowymi (inna rzecz, że przypisanymi wyłącznie do jej roli jako osoby pracującej w domu, czyli dyspozycyjnej).
.
Otóż dziś "sortując pranie", co czynię rzadko i tylko jak już mus wielki, popadłam w nastrój złości i zniecierpliwienia, tęskniąc do komputera jak do wybawienia.
.
Wreszcie mam, co chciałam, chociaż zaraz "muszę" wypełnić inne punkty programu na dziś.
.
To co jest w tym ciekawego, to moja nienawiść do wykonywania prac "domowo przydatnych", które zmuszają do oderwania się od stanu swobodnego przepływu emocji na rzecz stanu "czujności". Czujność w sensie takim, jak zapewne dzieje się przy procesach produkcyjnych: ręce (maszyny) coś robią, a umysł musi to coś kontrolować. Kontrola jest niezbędna, żeby to coś ręce robiły jak najkrócej.
.
Mimo to, moje porządki itp. zajęcia są na tyle rzadkie i wyrywkowe, że stan uchodzący za przyzwoity wygląd domu osiągam chyba tylko raz czy dwa w roku.
.
Dość długo odczuwałam poczucie winy za moje domowe niechlujstwo. Szczególnie, że miałam sąsiadkę, u której można było "jeść z podłogi", w szafach ordnung, a do tego stale opowiadała z emfazą (przeważnie w windzie, podróż na 13. piętro jest dość długa) jak ona robi to czy tamto. W domyśle: ten wzór jest jedynie słuszny. Pani jest z niej potężnej budowy, o tubalnym głosie i rubasznym śmiechu, pewna siebie do granic, które albo mogą zdumiewać, albo budzić grozę.
Przez lata słuchałam jak jej mąż, jak jej syn, jak ona sama wspaniale funkcjonują, plus dokładny opis jak to się osiąga.
.
Potem syn podrósł, mąż stracił warsztat i samochód. Zaczęliśmy ich spotykać przy wieczornym wyprowadzaniu naszego psa, jak uradowani wędrowali razem na piwo. Wyrywali się na wolność.
.
Nagle syn i mąż zniknęli. Nie wiadomo: razem, czy oddzielnie. Sąsiadka, która zawsze była "przy mężu" niespodziewanie znalazła się sama, podobno z długami i bez środków do życia, za młoda na rentę. Parę lat nie było znaku życia od jej facetów, aż przyszła wieść o śmierci męża, co ją ucieszyło: mogła rozporządzić mieniem. Syn, według jej słów, czyli w sposób niesprawdzalny, wylądował w Szczecinie i miał własną willę... Tymczasem ona zaczęła się staczać. Od dawna już tam nie mieszkam, więc gdy ją spotkałam znienacka nie mogłam się otrząsnąć: zobaczyłam rozczochraną, pijaną babę, głupkowacie wesołą, w towarzystwie podchmielonego chudziutkiego młodzieńca w wieku jej syna.
.
Wciągnęła mnie do siebie "na herbatkę", jednak już po chwili musiałam znaleźć pretekst do odwrotu, tak tam było smrodliwie i niechlujnie. Czegoś podobnego nie spodziewałabym się po niej. Syf totalny, nawet nie do porównania z moimi, jakże w tym kontekście drobnymi, bałaganami.
.
Morał: żeby uwolnić się od poczucia winy wystarczy zazwyczaj poczekać parę lat.
niedziela, 02 maja 2010, almetyna
|
Almetyno, pozdrawiam serdecznie!
O.