|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Pustka jako stan umysłu
Czy znacie takie odczucie jak gdyby wata opanowała umysł? I to nie dlatego, że chcecie medytować, czy chcecie czegokolwiek: ona nachodzi, jak jakiś dopust.
Skronie ulegają ściśnięciu przez nieznane siły. Powieki są spuchnięte.
Nie udaje się zebrać myśli, pamięć zawodzi, siedzi się w powietrzu ciężkim jak olej, co wyraźnie słychać. Uszy odbierają ten nacisk, ale nie płuca - dziwne, że oddycha się normalnie. Uszy stają się najważniejszym organem i źródłem komunikacji ze światem.
Kiedyś sądziłam, że taki stan jest tragedią. I rzeczywiście jest. Ale tylko wtedy, gdy mamy przed sobą jakąś próbę, jakiś egzamin. W przeciwnym razie lepiej się poddać sytuacji. To też nie prowadzi do pewnych wniosków, za to przynosi ukojenie. Albo można sobie snuć hipotezy. Moja opiera się na przekonaniu, że to wahania ciśnienia są winne, nie ja. Jeśli zaprzestać walki z pustką, otwierają się wielkie możliwości: jesteśmy jak biała kartka, która może przyjąć każdą treść. Co więcej, ta treść wcale nie ulega zapomnieniu, im mniej o niej myślimy, tym bardziej się utrwala. W końcu pustka mija, na ogół koło północy. Widocznie boi się godziny duchów. Szukam odpowiedniej grafiki, żeby ją tu pokazać, nie wiadomo czy stworzę lub czy znajdę. sobota, 01 maja 2010, almetyna
|
Pozdrawiam.