|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Opowiastka
Opowiem o niedawnym doświadczeniu, które proszę traktować jako ilustrację zjawiska, w którym zaznałam dyskomfortu na tle konkretnego stresora. Różne osoby z mojej opowiastki miały skrajnie odmienne opinie o tym zjawisku. Rzecz nie w tym, kto "miał rację", lecz w tym co należy uczynić, żeby stres tego rodzaju zneutralizować?
Wczasy zdrowotne (mamy się skupić na własnych organizmach i maksymalnie relaksować).
Jadalnia ma stoły dziesięcioosobowe. Jestem z przyjaciółką, za nią siada pani M. - osoba ze śladami wielkiej urody i dość leciwa. Pani M. stale zabiera głos, mówi tylko o sobie i na ogół rzeczy nikogo nie interesujące (co zje, co zabierze do pokoju, co zamówi, jak się czuje po zjedzeniu tego czy owego). Stale domaga się od kelnerów specjalnych względów - to jej podać, tu dać dokładkę, tu przynieść coś na później itp. Na wykładach i wszelkich zajęciach wielokrotnie zabiera głos, rzadko na temat. OK, jestem zjeżona. Następnego dnia pani M. rozszerza emploi o długie opowieści o czasach wojny, którą przeżyła w Warszawie jako dziecko, po stronie aryjskiej, tuż za murem getta. Wbrew pozorom o Żydach nie mówiła, oprócz jednego wspomnienia, gdy widziała "kukiełki" wyskakujące z okien płonących domów. Matka wyjaśniła jej, że to są kukiełki, a nie prawdziwi ludzie.
Niedziela, 31 października. Dołącza do wycieczki naszej małej grupy, idziemy do herbaciarni we dworze Wybickich (niby muzeum). Po drodze musimy zajść do sklepu, bo pani M. ma sobie kupić krem. Wyszła ze sporą torbą zakupów i natychmiast zażądała, żeby ktoś ją za nią nosił. Nikt jakoś nie chciał. We dworze zamawia sobie kawę, dostaje ją wraz z dzbanuszkiem śmietanki. Wnosi tubalnie obiekcję, że zamawiała czarną, za śmietankę nie zapłaci. Kelnerka oznajmia, że śmietanka jest podawana dodatkowo i bez niej kawa kosztuje tyle samo. Pani M. upiera się, że nic na tym świcie nie jest za darmo, a ona nie zapłaci za śmietankę. Trwa to kilka dobrych minut. Uff. Wracamy prosto na obiad. Siedzi przy naszym stole małżeństwo, ona Rosjanka, on Niemiec, rozmawiają cichutko i tylko po rosyjsku. Rozmowa zeszła na znajomość języków obcych. Pani M. oznajmia że z niemieckiego zna trzy zwroty: polnische Schweine, hände hoch, raus. Cisza zapadła głęboka. Ja powiedziałam, że też coś znam z niemieckiego: mehr Licht. Anna Rosjanka spojrzała na mnie z wdzięcznością, a pani M. spieniona wykrzykiwała, że ona przecież mówi samą prawdę i ma rację i prawo i, i, i... I tu mój problem: bo ja się denerwowałam jej zachowaniem nie z powodu efektu jaki wywierała na innych, lecz na mnie samą. Mnie rosła gula w gardle, a po akcji antyniemieckiej wypączkowała mi uszami. Od kolacji zmieniłam salę na czas posiłków. środa, 10 listopada 2010, almetyna
Komentarze
2010/11/23 19:23:44
Witaj, Almetyno! :-)
Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz, chociaż się nie odzywasz... Co do Twojego wpisu...pewnie powiesz, że się mylę, ale wydaje mi się, że bardzo znaczący jest fragment, który skopiowałam: /.../Wracamy prosto na obiad. Siedzi przy naszym stole małżeństwo, ona Rosjanka, on Niemiec, rozmawiają cichutko i tylko po rosyjsku. Rozmowa zeszła na znajomość języków obcych. Pani M. oznajmia /.../. Mam wrażenie, że czułaś wstyd wobec tych Cudzoziemców z powodu zachowania pani M. Nie znam przyczyny, ale obserwuję takie emocje u coraz większej liczby Polaków. Jednoczesne utożsamianie się z rodakami i chęć odcięcia się od nich, jeśli zachowują się inaczej, niż jakiś wzorzec. Potrzeba usprawiedliwienia ich zachowania i jednoczesna chęć ucieczki, żeby tego nie musieć robić... A pamiętam, że to Ty uczyłaś mnie asertywności :-))) Całusy przesyłam. :-)) Ba. |
A sytuacja, którą opisałaś, niełatwa i taka pełna stereotypów.
Pozdrawiam serdecznie!
O.