Menu

Almetyna blox

Rysunki i grafika, czasem na tematy poważne, a czasem zupełnie nie.

Fotoreportaż

Tajemnice Kampinosu

almetyna

TajemiceKampinosu

Takie tajemnice pachną moją fascynacją dla symetrii i tęsknotą za lasem. 

Kampinos mnie rozczarował. Zanim się dotrze do prawdziwego lasu, trzeba się przedzierać przez rachityczne niby-laski upstrzone "indywidualną zabudową" w większości nieurodziwą. Żeby nie powiedzieć gorzej.
Ale ptaszki zasuwały jak trzeba i uratowały nastrój. No i ten patyczek...

Powszechny nastrój jest taki, że

almetyna

... kochamy nostalgiczne, miękkie mgły. Romantyczne, łagodne myśli o kresie, łodzie i wodę. Lubimy powtarzalność, skoro sami przemijamy. Wydaje się nam, że jeszcze nie tym razem.
Tak mamy, od czasu do czasu i komu to przeszkadza? 

Charon_vertical

 

Potaniały kredki i zeszyty, wakacje do archiwum!

almetyna

Potaniały też jabłka, ale polityka wymaga powagi, na którą tego blogu nie stać. Zanim to wszystko zmieniło cenę, byliśmy pełni nadziei na cudowne wakacje. Wszędzie nas namawiają do dzielenia się naszymi jedynymi w swoim rodzaju wrażeniami znad morza, lasów i gór, co dowodzi że w masie jesteśmy jakże unikalni. Może nas nie zauważą, takie ryzyko, za to razem bezpieczniej. Oto moje ORYGINALNE i jedyne takie na całym świecie WSPOMNIENIA z WAKACJI.

Taras i dach w zielonym, żywym drzewie. Był zdaje się jakiś huragan. Zrobił piękny windfang.



DSC04713

Przyszła pora na słoiki, niby nic, a każdy słoiki mieć lubi ;-)

 Czporzeczkiikredki

Soiki

Taras dostarczał jeszcze innych emocji. Zwierzę z przetrąconą nogą.

Mysz4867

Myszszpary4870

Myszszpary4871

Skoro patrzy w dal i w dół, widać chce tam być... pomogliśmy zwierzątku dotrzeć w trawę, choć nie wiadomo, czy wykurowało sobie nogę. 

 Lulakapok52042

Tradycyjna wizyta panny L. przypomniała wydarzenie z tego miejsca sprzed dokładnie dwu lat, a szczególnie wydarzenie opisane w ostatnim słowie.

Lulamakaprysy2012
Potem był wypad do krainy jezior, zwieńczony czerwonym zachodem gwiazdy, widok jakiego nikt nigdy nie sfotografował... a może każdy to zrobił... nie wiem, wszystko jedno, jest superowy!
Mechpiasek52632

 Butynadrzewie52321

 Niepowtarzalnyzachodsonca

THE END. Pora kupować zeszyty! MOŻE TE WAKACJE WAS NIE POWALAJĄ na kolana, i bardzo dobrze, ale prawdziwe życie i tak się toczy w głowie. 

Zeszytwkratkeniekupie

W Uzdrowisku – pożytki z okna

almetyna

Uzdrowisko WSZUR (skojarzenia ze szczurem nieuzasadnione) jest wielkie jak budowy socjalizmu, ale modernizowane w stylu komercyjnym. Dzięki temu jest recepcja z ladą, a nie rejestracja za szybą z dziurką i panie starają się być profesjonalnie miłe. We wszystkich przestrzeniach wspólnych odbywają się kiermasze różności niezbędnych kuracjuszom, jak ozdoby z soli, hinduskie szale, ekologiczne kosmetyki leczące na wiarę itd. Nie ma co kpić, mnóstwo rzeczy jest niezbędnych, np. klapki i czepki kąpielowe. Gadżety umilają ciężkie życie kuracjusza. 

zabawki 

W ramach kuracyjnego życia prywatnego można odnieść liczne korzyści. Towarzyszka w pokoju (jedynek nie było, jak to w tradycji kolektywizmu) znała się na wielu rzeczach, którymi się chętnie dzieliła. Jak się robi makijaż? Jak korzystać z balkonu? Zadowoloną być? Mam foty, zawsze mogę sobie i Wam przypomnieć. 

 

 

Widok z okna to mój ulubiony temat, także tym razem mała porcja pejzażu przyłapanego znienacka. Kto by zgadł, że to moje Uzdrowisko.

 

Pejzazjaponski4528web

 

 

 

 

 

W Uzdrowisku. Szacowne ruiny.

almetyna

Punkt 1. Zmierzam na kurację, Uzdrowisko tuż.

Jadę pociągiem Intercity, jest super, nawet wi-fi działa! Czytam sobie coś o Hilbercie i jego problemach.

Pstrykam fotki pt. "Mój punkt widzenia. Upływ czasu".

 

Hilbert_sepia

 
Punkt 2. Stacja Aleksandrów Kujawski. Czas stanął.


2_Dworzec_Aleks_Kuj4609

31wejsciewyjscie4613

Punkt 3.  W Uzdrowisku. Czas na pierwszy spacer.

Wszystkie atrakcje, popisowe obiekty i kompozycje florystyczne znajdziecie tutaj - KLIK, a ja poświęciłam swój czas na ratowanie ruin.

Ruina_3

Ruina_1

Ruina_2 

Punkt 4. Czas wracać, koniec spaceru.

Punkt 5. Nieustające tło akustyczne.

Pora zapomnieć!

Tego się nie da opisać, to trzeba usłyszeć. Czas, który stanął jakieś 45 - 50 lat temu. I nie stanął on bynajmniej na Staszewskim, Komedzie czy Namysłowskim. Ani nie na Mazowszu ze Śląskiem czy Karin Stanek z Heleną Majdaniec. On stanął na czymś w rodzaju "Buzi daj moja miła", rzeczy szczerze wkurwiającej. Możecie posłuchać oczywiście, ale tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność. 

Punkt 6, finalny. Pocieszający. 

Czas się skończył.

Optymistyczny akcent na koniec dzisiejszej imprezki. Lud polski jednak trwa w wierze i tradycji, dzięki czemu można zatkać uszy i napaść oczy. 

Kultczas_zatrzymany4505 

W Uzdrowisku. Fauna.

almetyna

1. Fauna na usługach

 

 

Nazwa tego gatunku ptaków brzmi łabędź, a nie: łabądź, jak mylnie sądzą niektórzy (w tym ja, ale JA mam usprawiedliwienie. Kolega z podstawówki nazywał się Łabądź i nauczyłam się GO zapisywać zanim poznałam ortografię z gramatyką i całą resztą POPRAWNOŚCI). Rzeczownik odmienia się następująco: D, Blpoj łabędzia, Clpoj łabędziowi, Nlpoj łabędziem, Msclpoj łabędziu, Wlpoj łabędziu!, M, Blmn łabędzie, Dlmn łabędzi, Clmn łabędziom, Nlmn łabędziami, Msclmn łabędziach, Wlmn łabędzie!

2. Fauna półdzika, kosy



3. Fauna bezczelna

Tuż przed szklanym, rozsuwanym fotokomórką wejściem największego, najlepszego i najpiękniejszego 22 WSZURA, na pokazowo utrzymanej kostce granitowej okolonej wymyślnymi florystycznymi kompozycjami, przed moimi nogami, nosem i aparatem foto zdarzyła się wielka nieprzyzwoitość. Wrażliwi i dzieci proszeni o przejście tutaj.

 

 



Co będzie jak wyjmie ręce z kieszeni?

almetyna
Chciałam dać szansę pozostania incognito osobnikowi z dwuznacznej fotki i nie publikować tego wpisu ze schowka, ale podkorciło mnie. Sprawdzam szalone możliwości mojego tel i sprawdzam jak się blogerzy z tej skarpy, na której ciągle bywam.

Tajemniczy ogród i Christine

almetyna

Nabrałam zwyczaju przebiegania przed południem przez kilka wybranych blogów. Dziś, w samo południe, chciałam odpowiedzieć Christine na jej Tajemniczy ogród. A jak tam będziecie, otwórzcie koniecznie zakładkę Les mots du jour.

J'ai pris l'habitude de faire un petit tour quotidien de quelques blogs de mon choix. Ce midi pile, j'ai voulu répondre à Christine et son Jardin secret.

 

Popsułeś mi zabawkę!

almetyna

CHROME!!!
Będę cię mieć pod obserwacją!

Nic złego się nie dzieje na Bloksie. Źle się dzieje w przeglądarce Chrome. Mój edytor działa normalnie w Firefoksie! Ale nie w Chrome.
Chrome! To wielka twoja kompromitacja!

Witaj Firefox!

To jest prawidłowy widok zaplecza via Firefox:

 

 A to jest bublowaty widok, jaki oferuje mi Chrome:

A to jest zapis z przedpołudnia mojego rozżalenia na Chrome, czyli na technikę zaprojektowaną przez nieudaczników:

bbbbbbbbbbbbu Zniknęło okienko z pięknymi ikonami. Nie ma już żadnych, chociaż zaznaczyłam opcję "Prosty edytor tekstowy". I on jest taki prosty, że już nic nie można! xxxxxxxxxxx yyyyyyyyyyyyy zzzzzzzzzzzz Nie ma okienka do wstawiania zdjęć, nie ma okienka do wielkości czcionki, nie ma okienka do do typu czcionki, żadnych pogrubionych, pochylonych i w ogóle innych liter niż te co widać. Obrażam się na blox. Od teraz poszukuję lepszego blogowiska, z bardziej przyjaznym środowiskiem na zapleczu! Został tylko korektor tekstu i podkreślił mi "blogowisko", ale tylko na chwilkę. Gdybym chciała poprawić blogowisko na jakieś akceptowalne słowo, to musiałabym działać natychmiast. Pamięć korekcyjna też się popspuła. Chrzanię to!

Chrome, po zastanowieniu przywrócił dodawanie zdjęć i filmów. Co do ikonek, twardo stoi na bezkompromisowej pozycji!

 

PS. Chrome właśnie zdecydował się naprawić swój błąd i przywrócił mi ikonki formatowania. Zostawiam ten wpis, żeby Chrome sobie nie myślał, że zamierzam tolerować takie numery w przyszłości!

Niedziela, 22 lipca, godz. 00:20

Ewolucja

almetyna

A T

Źródło: http://www.joemonster.org/art/20037/Zatrzymane_w_kadrze

 

Co by rzekł na to Darwin? A Michel Foucault? A Ty, co o tym sądzisz?

Zwiedzanie najbliższych okolic

almetyna

 

Ostatnio robię coraz bliższe spacery. 

Pani nie życzyła sobie zrobienia jej fotki, myślę, że dobrze na tym wyszła ;-)
Pani mieszka w dworku, jaki pozwolono panu Lachertowi wystawić w środku muranowskiego miasta-ogrodu o stylu klasycyzującym, monumentalnym i miejscami intymnym. Ta ostatnia cecha jest widoczna szczególnie od wiosny do jesieni, gdy wyjdę z podwórza i zapragnę znaleźć się w bajce.

Najpierw przebijam się przez tłum samochodów.


 

 Wstępuję na schody, jak się potem okazało, tuż za ową panią.


 Dworek jest na osi parkowej alei:

 

W dworku mieszczą się dwie instytucje i siedziba owej pani. Czyżby jej rodzina mieszkała tu zawsze?  

Pani, która wyszła czujnie zaraz potem jak pstryknęłam zdjęcie spytała:

– Czy pani z Wydziału Architektury?

Od razu ją rozpoznałam, sylwetka ta sama co pani, którą uwieczniłam na schodach. Chyba niezbyt uwierzyła w moje zaprzeczenie, bo wdała się w usypiającą pogawędkę, pewnie żeby mnie wybadać.
Nie była tak otwarta jak inna pani, ta z mojego spaceru w kwietniu, bo foty "na pamiątkę" nie dała sobie zrobić.

 

 

Na prawo od jej mieszkania jest ganeczek i jakaś instytucja, do której dostępu broniły ciasno ustawione auta. Za to na lewo rzecz o nazwie Aslan. Ponieważ postać Aslana z Opowieści z Narnii jest w intencji C. S. Lewisa alegorią Chrystusa, zapytałam innej pani, która z okna Aslanu sama najpierw wykazała czujność:

– Czy pani czegoś szuka?

– Zauważyłam szyld i ciekawi mnie jakiego rodzaju pomocy państwo udzielacie rodzinom?

– Wszelkiej jakiej potrzebują.

– To znaczy jakiej?

– Terapeutycznej i psychologicznej.

– A czy są państwo związani z jakąś religią?

– Nie!!!

Centrum Pomocy Rodzinie wydało mi się dobrze zabarykadowane.
Po chwili pocieszył mnie uroczy buldożek.

 

Między dworkiem a zabudowaniami na prawym skrzydle jest przesmyk do innego świata, w którym bajkę zastępuje prawdziwe życie: od "Alkohole 24 H", przez bar, burdele, stroje do chrztu, Żabkę, buty i zegarki zalewa mnie szum dużego miasta.

 

Dość tych wycieczek po najbliższej okolicy. Wracam ozdobną bramą.

Już niebawem zaprzestanę tych spacerów, będę się zwiedzać w środku.

Półdzika natura

almetyna

Leżę pod gruszą i mam święty spokój.

 

Dotarcie do tej gruszy wymaga pewnych poświęceń estetycznych.

 Wita nas przestraszony kogut, 

stodoła sąsiada i jego parkowisko na łodzie i przyczepy.


Nasza furtka, na lewo na lewym zdjęciu i nasza brama, na środku prawego zdjęcia wskazują, że wiele lat temu ustanowiliśmy na naszej ziemi rezerwat przyrody. Który rozciąga się od płota, a za nim skarpa ku Narwi.  


Schodzimy na wschód, w kierunku wody, a mamy ją coraz bliżej przeciwległego płota, bobry bardzo pracują nad równowagą w przyrodzie niechronionej już płotem, ale prawem. Ten drugi płot jest i będzie, odgradza nas od amatorów ryb i przyczep kempingowych zwożonych w sezonie nad pobliskie pastwisko.

Sprawdzam stan wody w Narwi na 49 kilometrze (liczba się zgadza, to mówię do Ave) od ujścia do Buga. (Mam nadzieję, że Narew wpada do Buga, a nie odwrotnie, choć miejscowi mówią Bugonarew... Cóż, wszystko jedno, nazwa rzecz ulotna, nie będę drobiazgowa ;-)

Rzeka trzyma się dobrze, ale na bardzo czystą nie wygląda. Co chwila pędzi z nurtem jakiś but, butelka plastikowa, w górę rzeki huczący ślizgacz odrzutowy i na szczęście w dół Narwi a to patyczek, a to stateczny wędkarz na wiosłach.


Bobry porobiły nory na brzegu, chodzić trzeba ostrożnie, bo dziury. 
Podłoże kołysze się jak woda w rzece, widać ruch falowy jest zaraźliwy. 

Słońce coraz wyżej, pora na nicnierobienie.


Ptaki wrzeszczą, ćwierkają, kukają, świergoczą do późna, pod koniec przybywa solista, pan słowik i daje koncert.

Wieczorem bal trwa.


Nagła zmiana tytułu

almetyna

Budzenie się jest czasem trudne. Wstawanie czasem jeszcze trudniejsze. A jak już się człowiek uruchomi, to stara się zachować w sobie tę odrobinę magii, nawet gdy ostatniego snu nie zapamięta.

Andrzej, ten od Wspaków umie wstawać jak trzeba, zatrzymać ten spokój nagromadzony w snach i chronić go w sobie jak najdłużej, czasem nawet do następnej pory zasypiania. Taki dzień jest darem niebios i w takim dniu wszystko się udaje: kwiaty w wazonie nie więdną, telefonują sami mili ludzie, udają się rysunki, obrazy, słowa, instrumenty i kolacja. 

Moje wstawanie bywa małym dramatem. Mój zapas spokoju znika łatwo, byle dzwonek do drzwi, stłuczona filiżanka, konieczność szybkiego wyjścia z domu, telefon "w sprawie kołder", czyli: "Nazywam się Penelopa Iksińska, specjalnie dla państwa organizujemy pokaz... Ja już po "nazywam się" dziękuję za rozmowę, a wściekłość mnie bierze, ze to znowu i znowu codziennie i od lat po kilka takich. Duże ryzyko niesie taki poranek. Nic nie musi się udać, ani rysunki, obrazy, słowa, instrumenty, ani nawet kolacja.

A dziś już spodziewałam się najgorszego poranka, ostatnie dni były pełne trudnych sytuacji, trafiła mi się jakaś seria źle wydartych kartek z kalendarza.

A tu dzień pewnie będzie świetny. Nikt mnie ze snu z nagła nie wyrwał, plus. Dzień, wbrew prognozom, zaczął się światłem prawie słonecznym, pomysłów parę wpadło znienacka i nagle się okazało, że jestem w pogodnym nastroju. Wczorajsze nocne stresy zdały mi się odległą sprawą. 

Gdy rzuciłam okiem na tytuł mojego bloga, to on mnie "osłabił", jak się teraz mawia. Oj, błogostan zagrożony.

To już wiecie.

A teraz ilustracja, w końcu obraz przeważa dziś na słowem. Ten się nazywa "Błogostan", dotyczy  równowagi,  i jest dziełem wspólnym, moim i tego pana od Wspaków.


 


© Almetyna blox
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci