Menu

Almetyna blox

Rysunki i grafika, czasem na tematy poważne, a czasem zupełnie nie.

SLADY

Wymień trzy cechy różniące człowieka od pozostałych eukariontów

almetyna

Motto:
Należymy do eukariotów

i nic co eukariockie

nie jest nam obce.

 

 

Droga Miss!  
Rozrosło się. A miał być komentarz u Ciebie. Wobec tego wpiszę się tutaj. Związek między tym co napisałaś, a tym co ja piszę jest luźny, ale da się zauważyć ;-)

Wymieniam trzy tytułowe cechy.

1. Tworzy przysłowia. 
Przyłowie Jak cię widzą tak cię piszą, inaczej "tak cię cenią" przejawia się w życiu codziennym. Na przykład, kasę dajemy bogatym (o czym wspomina Missjonash, KLIK)*, szanujemy tych co się sami szanują (więc "kochaj bliźniego swego…"), chwalimy już wychwalonych (celebryci nie biorą się znikąd), odpisujemy 1% na rozsławione inicjatywy, a nie te ledwo zipiące choć równie szlachetne, dlaczego? Czy dlatego, że jesteśmy stadni, więc z założenia robimy to co inni? Słynny eksperyment standfordzki dowodzi tego samego co przysłowiowa mądrość ludowa. Rozglądamy się i w większości robimy to co inni.

A tu przysłowie związane z wyglądem i osądem:


 

2. Jest nieprzewidywalny.
Przykładów każdy może cytować do woli z własnego i cudzego życia. Jeden przykład, KLIK, szczególnie ciekawy, bo nieprzewidywalność dotyczy tu reakcji na dużą skalę. Fala publikacji w sieci zdjęć kobiet bez makijażu zaowocowała masowymi wpłatami na rzecz walki z rakiem piersi. Dlaczego tak się stało, nie wiadomo. Czyli, człowiek jest nieprzewidywalny i w tym jego siła? 

Przykład przewidywania:

 

3. Gromadzi wiedzę w magazynach, z których potem czerpią osoby spoza naszego stada i nawet epoki. Biblioteki, szkoły, media to instytucje nieznane pozostałym eukariontom. Więcej na ten temat przeczytacie w Wytworach rzeczywistości, które zachwalam gdzie mogę KLIK.

 

Dwa przykłady. Typowe zadanie szkolne i reklama Wytworów pod tytułem "Mam wybór".

 

 

 

Mam prośbę. Piszcie jakie jeszcze cechy różnią człowieka i pozostałe komórkowce?

---

O dawaniu kasy i w ogóle o pomaganiu sporo także piszą (po polsku) tutaj, KLIK: "We know you care, but do you care enough to give?"

 

Kulturalnik priv

almetyna

KULTURALNIK zaprasza: klik

Nowy blog o rzeczach baaardzo kulturalnych, ma być bez ględzenia i ma być dla WAS, możecie sobie zamawiać tematy! Piszcie o czym chcielibyście poczytać i co zobaczyć na ten adres: wspakinfo@gmail.com

 

A w Almetyna blox pozostaną rysunki i prywatne impresje z różnych wydarzeń, niekoniecznie kulturalnych.

Poniżej jednak bardzo kulturalne dwa wieczory, końcówka

Festiwalu Lutosławskiego (klik).

 

Publiczności najbardziej podobał się Livre pour orchestre Lutosławskiego, chociaż wszystkie utwory były znakomite. Laureatka Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego organizowanego z okazji 100-lecia urodzin Witolda Lutosławskiego, Natalya Chepelyuk (III nagroda za utwór Aria II, usłyszeliśmy prawykonaniedostała wielką owację, a Lady Panufnik medal z okazji stulecia. To było w niedzielę, 9 lutego. A w sobotę, 8 lutego, Julia Hartwig została udekorowana medalem z tej samej okazji, choć pozostaje sporne kto komu przysporzył splendoru. W każdym razie wszyscy wyglądali na zadowolonych, szczególnie że przemówienia były krótkie.  W niedzielę cała publiczność została uraczona koktajlem, Francja-elegancja. W czasie słuchania coś mi się naszkicowało, nie wiedzieć kiedy. W sobotę wypatrzyłam piękną waltornistkę, która siedziała nieruchomo jak sfinks i mimochodem rozsiewała lekki czar kobiecości, w odpowiednich momentach ożywała i dmuchała w złotą konstrukcję rurową. Za to w niedzielę ujrzałam panią skrzypkę, wężową i zwartą, zręcznie wprawiającą w drgania wszystkie cztery struny swojego pudełka – naprężenia fascynowały.

 

 


Bąbelki w nawiązaniu do humanizmu

almetyna

... którego, jak wiecie, uporczywie bronię.  Jesteśmy w świecie newsów i reklamy. Śmierć coraz bardziej nie istnieje. 



Czasem wiatr z domów płonących
Przenosił czarne latawce, 
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.*

 

Swoją drogą, co za mania, żeby

na żywo gadać w kółko o śmierci!

 

 

Kair Kairem, ale... Kto jutro, 15 sierpnia, nie popadnie w obowiązkowe patriotyczne wzmożenie, ten kiep!



--

* Campo di fiori. Fragment  

 

 
 

Zbrodnia niesłychana, rytuały przejścia, wstrętny abnegat

almetyna

Będzie o autonomii słowa. Zauważyliście jak słowa wędrują i robią co chcą? Każdy by doznał wstrząsu, gdyby usłyszał, że Rejtan to abnegat, że niby podarte ubranie? Powiedział to pewien nieco spolszczony Francuz, co wiele wyjaśnia. W jego strony rodzinne słowo także przywędrowało z zamierzchłych epok, ale upodobało sobie drugą część definicji. Gdyby nie SJP, mogłoby dojść do wojny polsko-francuskiej. Z drugiej strony wystarczy zajrzeć do pana Gugla i wpisać tego abnegata, a zaraz się pokaże kolokacja ze słowem "blog" oraz "widoczność na frazę abnegat blog". Poprawiam więc. Zbrodnia niesłychana, rytuały przejścia, abnegat blog.


 

Kto tworzy słowa?! Kto nimi zarządza? Skoro żyjemy w czasach nieustannego zarządzania wszystkim? Zarządzamy własnym stresem, kontem w banku, rodziną (jeśli się uda). My jesteśmy stale zarządzani i to jakby coraz bardziej. A tu słowa rządzą się same… Niby zwykła sprawa. A jednak… Weźmy choćby zużywanie się słów. Ono dzieje się jakoś chyłkiem, po cichu, za naszymi plecami. Orientujemy się, że się zużyły, gdy je zapomnimy, aż tu nagle ktoś się odezwie: – Ale chryja! Albo: – Serwus, stary byku! Jesteśmy gotowi uznać, że to nic takiego, zwykła ewolucja. No dobrze. Ale taka zmiana znaczenia. To co innego.  Ktoś w tym macza palce. KTO? 

Na przykład. Sprawa już ucichła, można do niej podejść bez nadmiaru emocji. W dodatku wychodzi na to, że nasze rolnictwo nie jest jednak zagrożone z powodu zakazania pewnego rytuału, mija właśnie parę tygodni i hodowla bydła jakoś nie upada. Chwała Bogu! …Bogu…?

Całkiem niedawno okazało się, że słowo rytualny jest pejoratywne. Co prawda dopiero w połączeniu ze słowem ubój, ale i tak chodzi o definicję. Dla porównania rytualny taniec uchodzi za pejoratywny tylko w pewnym kontekście. A ubój (rytualny) w każdym kontekście. Na poprzednim etapie nacisk padał na stronę formalną, czyli magiczne słowa jakie upoważniony fachowiec wypowiadał w trakcie rytuału i w definicji podkreślano ten właśnie aspekt. Na obecnym etapie kładzie się nacisk na jakość życia i śmierci, czytaj na wartości humanistyczne (których bronię w innym miejscu). Można powiedzieć, będące w opozycji do wartości religijnych. Humanizm polega, między innymi, na ludzkim podejściu do innych stworzeń, a nawet czasami do wszystkiego co inne. W tym do innych ludzi, roślin i przyrody nieożywionej. (Jak tak dalej pójdzie, upowszechni się ludzkie podejście do samego siebie). Doczekaliśmy się czasów, w których trzeba wybierać między humanizmem a wojną z islamem oraz, niestety, z religią mojżeszową. Pytanie która strona ustąpi jest chyba nie na miejscu, wobec tego okopujemy się. I krzyczymy, że chodzi o humanizm, podczas gdy przy okazji chodzi o kasę.  "Religie są ok"  o ile dotrzymują kroku wynalazkom takim jak lodówki i nie mieszają się do gospodarki.  Zasady różnych wiar powstały i się przeważnie zamroziły w epoce przedlodówkowej. Cała ta historia z ubojem rytualnym opiera się przecież na trosce o zapewnienie świeżej dostawy mięsa w gorącym klimacie. Jeśli to przeczyta święty imam, to obłoży fatwą, a jeśli rabin, to mogą nie wpuścić do Izraela. Nasi… też może niewesoło.


 

W naszym obszarze kulturowym wojna domowa na wartości toczy się w zasadzie na innym poziomie niż gospodarczy, my jesteśmy ideowi. U nas chodzi o podstawowe, te… no… definicje. Do niedawna przy słowie holokaust mieliśmy na myśli in vitro. Znaczy nie wszyscy, tylko wyznawcy. Co łączy różne obszary religijne, to wrażliwość na życie poczęte i w zasadzie tylko takie. Od lat 70. ubiegłego stulecia słowo Holokaust ma powszechnie znane znaczenie: Zagłada, Shoah. Przedtem holocaust to była ofiara całopalna, ale o tym już mało kto pamięta. Przypominanie tego teraz może być uznane za akt niepoprawności politycznej. Obecnie obserwujemy jak słowo zdobywa kolejne obszary. Widać wędrówka słów jest jak bieg rzeki, praktycznie nieodwracalna. Słowa nabierają nowych znaczeń i prawie nikt nie może tego zmienić, Wisła płynie nadal do Gdańska.

 

 

 

Gdybym miała moc wyprawiania słów na wędrówkę, to bym mediom i demonstrantom zaproponowała jakieś słowo jeszcze nie zużyte. Publiczność nie powinna się nudzić.  Na przykład, czemu nie, słowo gehenna. Również dostarcza  mnóstwa wrażeń i skojarzeń.  (Czy wasza trąbka Eustachiusza także doznaje przy tym uszczerbku? Obawiam się, że jest to tylko moja przypadłość. Muszę się poradzić fachowca od uszu lub całej głowy, coś za bardzo się czepiam kultury masowej). Wdrożenie tego czy innego słowa nie uda mi się. Nawet rozdzieranie szat tu nie pomoże. Słowa, jak już się powiedziało, wędrują i robią co chcą

 

Także moje własne słowa robią co chcą, czyli swoje. Same z nimi kłopoty. Idę smażyć konfitury.

 

 

Na skarpie, sprawozdanie cz. 2.

almetyna

Otóż na skarpie trafiają się nagłe przypomnienia. Możliwe, że ma to związek z leżakowaniem na tarasie. Wystarczy pogapić się w jakiś punkt na niebie i gotowe. Trzeba natychmiast zanotować, bo znikają jak zwyczajny sen. Takie jedno miałam na przykład, gdy akurat notesik był pod ręką. Jak to w dzieciństwie mnie Babcia Gierunia nazywała w porze jedzenia, nie wiedzieć czemu:

Podobno nadal nim jestem.


Gadatliwy obraz

almetyna

 

"Ten obraz mnie zasmuca".

Czytam akurat Josepha Antona Salmana Rushdiego, książkę o wolności wypowiedzi, fatwie i obrazie uczuć, bo Salman Rushdie, jak wiadomo, obraził kiedyś muzułmanów z Iranu, Indii, Wysp i reszty świata.  Ta lektura harmonizuje z tym, co  mnie zasmuca, a nie jest to wyłącznie ten Owoc kultury firmy Frugo. (Czy Was on też zasmuca?). Mój smutek wiąże się z powszechną obojętnością na obrazę uczuć świeckich. Świeckie uczucia są jakby gorsze, mniej czcigodne i niegodne ochrony. Można nimi dowolnie pomiatać, żaden paragraf się nie ujmie, żaden kapłan nie wyklnie, żaden wyznawca nie zapłacze.

.h ci w .... – łatwo zmienić kropki w litery, powiedzonko jest powszechnie spotykanym wulgaryzmem. Trawestacja w reklamie Frugo MNIE OBRAŻA. Niestety nie mogę zrobić niczego ponad to, co robię, czyli wyżalić się na blogu. Na chamstwo nie można się uodpornić, albo jestem wadliwie skonstruowana.

Wracam do smutków rozsiewanych w sieci. Dostałam od znajomego na fb prywatną wiadomość:

"Cześć Marta, to zdjęcie mnie zasmuca i nie chcę, by inne osoby je oglądały. Czy możesz je usunąć?" Chodzi o TEN plik, ale pokazany nie tutaj, lecz na fb. Chwilę mi zajęło zrozumienie o co właściwie prosi mnie znajomy. Przecież jeśli coś go obraża, to może usunąć sobie to coś sam ze swojej strony...? Jednak chodziło o to, żebym to ja usunęła fotkę z MOJEJ strony. Facebook, okazuje się, ma USŁUGĘ, w sam raz dobrą dla obrażonych. Ma też opcjonalne odpowiedzi, wszystkie niezwykle uprzejme, wybrałam sobie jedną z nich:"Witaj, T...! Rozumiem, że chcesz, żeby to zdjęcie zostało usunięte, ale jest ono dla mnie ważne i chcę je zachować". Taka odpowiedź poszła do znajomego. Dodałam drugi mail, z pytaniem o powody zasmucenia wskutek kontaktu z moim plikiem. I... oto odpowiedź:

"To dziwne, ale mnie nie zasmuca to zdjęcie..może ktoś zrobił to za mnie....pozdrawiam  :-("

Już się nie smucę. Kombinuję.

Jak by tu dopaść hakera-fundamentalistę-copywritera?
Tych dwóch, chociaż? Bo jednak:

"Ten obraz mnie zasmuca".



© Almetyna blox
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci