O autorze
środa, 22 lutego 2012
Nagła zmiana tytułu

Budzenie się jest czasem trudne. Wstawanie czasem jeszcze trudniejsze. A jak już się człowiek uruchomi, to stara się zachować w sobie tę odrobinę magii, nawet gdy ostatniego snu nie zapamięta.

Andrzej, ten od Wspaków umie wstawać jak trzeba, zatrzymać ten spokój nagromadzony w snach i chronić go w sobie jak najdłużej, czasem nawet do następnej pory zasypiania. Taki dzień jest darem niebios i w takim dniu wszystko się udaje: kwiaty w wazonie nie więdną, telefonują sami mili ludzie, udają się rysunki, obrazy, słowa, instrumenty i kolacja. 

Moje wstawanie bywa małym dramatem. Mój zapas spokoju znika łatwo, byle dzwonek do drzwi, stłuczona filiżanka, konieczność szybkiego wyjścia z domu, telefon "w sprawie kołder", czyli: "Nazywam się Penelopa Iksińska, specjalnie dla państwa organizujemy pokaz... Ja już po "nazywam się" dziękuję za rozmowę, a wściekłość mnie bierze, ze to znowu i znowu codziennie i od lat po kilka takich. Duże ryzyko niesie taki poranek. Nic nie musi się udać, ani rysunki, obrazy, słowa, instrumenty, ani nawet kolacja.

A dziś już spodziewałam się najgorszego poranka, ostatnie dni były pełne trudnych sytuacji, trafiła mi się jakaś seria źle wydanych kartek z kalendarza.

A tu dzień pewnie będzie świetny. Nikt mnie ze snu z nagła nie wyrwał, plus. Dzień, wbrew prognozom, zaczął się światłem prawie słonecznym, pomysłów parę wpadło znienacka i nagle się okazało, że jestem w pogodnym nastroju. Wczorajsze nocne stresy zdały mi się odległą sprawą. 

Gdy rzuciłam okiem na tytuł mojego bloga, to on mnie "osłabił", jak się teraz mawia. Oj, błogostan zagrożony.

To już wiecie.

A teraz ilustracja, w końcu obraz przeważa dziś na słowem. Ten się nazywa "Błogostan" i jest dziełem wspólnym, moim i tego pana od Wspaków.


 


wtorek, 14 lutego 2012
Mowa języka
Ciekawy spór jest na pewnym forum. Pozytywny w końcowym efekcie, bo widać wysiłek w porozumiewaniu się. Jest także emocjonujący, bo widać jak walczą ze sobą złe i dobre emocje. Dla mnie szczególnie ciekawy, bo ludzie mnie interesują, ale także interesuje mnie wiedza, zawsze gdy mam okazję, staram się coś zrozumieć. To trudne bardzo, skoro znam prawie wszystkich uczestników sporu, ale mimo to spróbuję wydobyć parę tematów, które wydają mi się ciekawe, a może was zaciekawią.
piątek, 10 lutego 2012
Czy Medea?
Medea, Kasia w, Anastazja P, Aneta P, posłanka Danuta K. i posłanka S., imienia nie pamiętam itd. Zło kobietom wpisane w rolę od zawsze, działa na różne sposoby. Najłatwiej jest doczepić do kiecy wirtualne ciężarki ołowiane, jak robią wędkarze.
środa, 18 stycznia 2012
Uprzejmie donoszę ;-)
Wszyscy jesteśmy terapeutami. Zupełnie niechcący. To znaczy, w większości jesteśmy raczej antyterapeutami. Co ilustruje poniższa historyjka. A. z historyjki to nie ja, chociaż też na pierwszą literę alfabetu się nazwałam. To taka pojemna litera.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Boska cząstka mąci w głowach
www.tvn24.pl/0,1729176,0,1,boska-czastka-anbspapetyt-na-podroze-w-czasie,wiadomosc.html
sobota, 12 listopada 2011
Gaz w przestrzeni miejskiej

Naród świętował, społeczeństwo dzień przespało.
Dziś, o godzinie 00:05 wyjrzałam przez okno z mojego V piętra. Na dole człowiek z długą tyczką zdejmował flagi z latarni. Déjà vu. Tak same gesty jakieś 100 lat temu wykonywał inny człowiek z tyczką: zapalał lub gasił płomyki latarni gazowych.

wtorek, 18 października 2011
Przygoda z nadzieją
Nie wiem czy wolno to robić, przepisywać. Ale jeśli to punkt wyjścia do różnych takich sobie rozważań, to chyba można? Przepisałam co nieco ze wspaniałej książki Józefa Kozieleckiego "Autobiografia z psychologią w tle", str 191/192
piątek, 26 sierpnia 2011
Zdumienie mnie opadło wielkie
Zajrzałam na mój blog, przekonana że już go wykasowano. A tu nie. Jest sobie. A tytułowe zdumienie mnie opadło na widok statystyki, która być może omyłkowa jest. Bo żeby naprawdę aż 44 osoby w zeszłym tygodniu odwiedziło uśpiony blog...?
środa, 10 listopada 2010
Opowiastka
Opowiem o niedawnym doświadczeniu, które proszę traktować jako ilustrację zjawiska, w którym zaznałam dyskomfortu na tle konkretnego stresora. Różne osoby z mojej opowiastki miały skrajnie odmienne opinie o tym zjawisku. Rzecz nie w tym, kto "miał rację", lecz w tym co należy uczynić, żeby stres tego rodzaju zneutralizować?
wtorek, 21 września 2010
Nowy wspakowy event
Andrzej i ja mieliśmy dwie przygody ze Wspakami w tle. Otóż te instrumenty są pokazywane na wystawie pod tytułem Prismes (Pryzmaty). Wystawa jest z rodzaju wędrujących. Debiutowała w Nancy, potem skakała do różnych miast Francji, Niemiec i Polski: Epinal, Verdun, Karlsruhe, Lublin, ostatnio Colmar, a na tym nie koniec.
środa, 28 lipca 2010
Ubranie dla drzewa
Obieżyświatka pokazała niedawno bardzo ciekawe zjawisko drzewne. Posyłam wszystkich do obejrzenia: tytuł: Knit Graffiti blog: Zapiski na bosaka adres: http://toniemojebuty.blox.pl/2010/07/Knit-Graffiti-albo-Strick-Graffiti-albo-dziergane.html A niżej to, co jakoś tak, w nawiązaniu, mi wpadło pod klawisze ;-)
poniedziałek, 05 lipca 2010
I-ra rzuca pomysł, ja łapię :-)
Kto chce wiedzieć skąd pomysł, musi zajrzeć na blog Brak, wpis Age of acquisition i następny: Barwy narodowe (http://blueredporter.blox.pl/2010/07/Age-of-acquisition.html). Tak się wciągnęłam, że zrobiłam wersję dla nas:
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Schowała się
Właśnie się zbieramy - do domu. Zwyczajne zamieszanie. Na dworze upał, w domu chłód - nie chce się ruszać, ale mus. Pannica wpadła coś przekąsić, pokręciła się i nawet miałam zamiar ją usidlić, ale nie zdążyłam. Po godzinie szukania, pukania, wołania dajemy spokój: miseczki w domu, miseczki na tarasie, przyjdzie szybko wracać. I tylko ten niepokój: co z nią? Zupełnie jakby nie była tym co widać, ale małą dziewczynką pod naszą opieką...
poniedziałek, 31 maja 2010
Napięcie i Wspaki
Żyjemy często opozycjami, białe - czarne, yin - yang, męskie - damskie, to wiemy wszyscy. Między nimi napięcie, dążenie do równowagi. Trafiają się czasem opozycje mniej oczywiste. Andrzej jest rzeźbiarzem i taka właśnie opozycja, między napięciem a granicą rozpadu, jest treścią jego twórczości.
niedziela, 02 maja 2010
Poczucie winy
Jedna z koleżanek blogerek opisuje utrapienia związane z pracami domowymi (inna rzecz, że przypisanymi wyłącznie do jej roli jako osoby pracującej w domu, czyli dyspozycyjnej).
.
Otóż dziś "sortując pranie", co czynię rzadko i tylko jak już mus wielki, popadłam w nastrój złości i zniecierpliwienia, tęskniąc do komputera jak do wybawienia.
.
Wreszcie mam, co chciałam, chociaż zaraz "muszę" wypełnić inne punkty programu na dziś.
.
To co jest w tym ciekawego, to moja nienawiść do wykonywania prac "domowo przydatnych", które zmuszają do oderwania się od stanu swobodnego przepływu emocji na rzecz stanu "czujności". Czujność w sensie takim, jak zapewne dzieje się przy procesach produkcyjnych: ręce (maszyny) coś robią, a umysł musi to coś kontrolować. Kontrola jest niezbędna, żeby to coś ręce robiły jak najkrócej.
.
Mimo to, moje porządki itp. zajęcia są na tyle rzadkie i wyrywkowe, że stan uchodzący za przyzwoity wygląd domu osiągam chyba tylko raz czy dwa w roku.
.
Dość długo odczuwałam poczucie winy za moje domowe niechlujstwo. Szczególnie, że miałam sąsiadkę, u której można było "jeść z podłogi", w szafach ordnung, a do tego stale opowiadała z emfazą (przeważnie w windzie, podróż na 13. piętro jest dość długa) jak ona robi to czy tamto. W domyśle: ten wzór jest jedynie słuszny. Pani jest z niej potężnej budowy, o tubalnym głosie i rubasznym śmiechu, pewna siebie do granic, które albo mogą zdumiewać, albo budzić grozę. Przez lata słuchałam jak jej mąż, jak jej syn, jak ona sama wspaniale funkcjonują, plus dokładny opis jak to się osiąga.
.
Potem syn podrósł, mąż stracił warsztat i samochód. Zaczęliśmy ich spotykać przy wieczornym wyprowadzaniu naszego psa, jak uradowani wędrowali razem na piwo. Wyrywali się na wolność.
.
Nagle syn i mąż zniknęli. Nie wiadomo: razem, czy oddzielnie. Sąsiadka, która zawsze była "przy mężu" niespodziewanie znalazła się sama, podobno z długami i bez środków do życia, za młoda na rentę. Parę lat nie było znaku życia od jej facetów, aż przyszła wieść o śmierci męża, co ją ucieszyło: mogła rozporządzić mieniem. Syn, według jej słów, czyli w sposób niesprawdzalny, wylądował w Szczecinie i miał własną willę... Tymczasem ona zaczęła się staczać. Od dawna już tam nie mieszkam, więc gdy ją spotkałam znienacka nie mogłam się otrząsnąć: zobaczyłam rozczochraną, pijaną babę, głupkowacie wesołą, w towarzystwie podchmielonego chudziutkiego młodzieńca w wieku jej syna.
.
Wciągnęła mnie do siebie "na herbatkę", jednak już po chwili musiałam znaleźć pretekst do odwrotu, tak tam było smrodliwie i niechlujnie. Czegoś podobnego nie spodziewałabym się po niej. Syf totalny, nawet nie do porównania z moimi, jakże w tym kontekście drobnymi, bałaganami.
.
Morał: żeby uwolnić się od poczucia winy wystarczy zazwyczaj poczekać parę lat.
sobota, 01 maja 2010
Pustka jako stan umysłu
Czy znacie takie odczucie jak gdyby wata opanowała umysł? I to nie dlatego, że chcecie medytować, czy chcecie czegokolwiek: ona nachodzi, jak jakiś dopust.
sobota, 10 kwietnia 2010
10 kwietnia 2010 - dzień, którego nie zapomnimy
Zamiast słów, obraz Petera Brueghla Starszego, "Triumf śmierci". Image and video hosting by TinyPic
23:29, almetyna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Tajemicze kobiety
Blog md12, wpis "Kobieca herbata" - wzbudził wielkie emocje. Ciekawe, że drobna notka, ładnie napisana, jak sądzę bez intencji wywoływania "dyskusji programowej" - wzbudziła ją jednak.
sobota, 03 kwietnia 2010
Przewrotne i ciekawe życzenia
Pokazuję to co dostałam od artystów znajomych i rodzinnych. Pierwsze: pisane w dniu 1 kwietnia.
Drugie: w odpowiedzi (popij sobie). Trzecie: urocze i czysta grafika! Czwarte: naprawdę przewrotne. Piąte: artysta młody, czujący tradycję.
poniedziałek, 29 marca 2010
Ćwiczenie z siebie samej
Prawie każdy myśli o sobie, że jest nieasertywny, odkąd tylko dowiedzieliśmy się jakie to ważne, żeby być.
 
1 , 2