Menu

Almetyna blox

Rysunki i grafika, czasem na tematy poważne, a czasem zupełnie nie.

Czapka niewidka

almetyna

 Pan Rousseau nie przewidział, że umowa społeczna może się wyłączyć, gdy się założy taką sprytną czapeczkę. Wiemy co się wtedy dzieje. Ale nieustannie nas to dziwi. Właściwie dlaczego?

 

Raz na wesoło

almetyna

Postanowiłam spełnić życzenie Damy, której wyjątkowo nie lubię zasmucać i narysować coś przyjemnego.
Co mnie ostatnio ucieszyło? Że jedna pani jednak akceptuje (?) moje wyczyny, wybryki i zajmowanie przeciwstawnych pozycji. Jak zwykle, nie jest tak jak sobie myślimy. A może i jest?
Na ten temat rysunek pod tytułem "Za co ją kochamy?".

 



 

 

 

Wielkie BANG!

almetyna

Skala to dziwne urządzenie. Mamy pełno różnych miarek, ale jedna ze skal jest programem obsługującym nasze życie.
Coś mi się na ten temat narysowało. Taka nierzadka sytuacja, kiedy nie umiemy dobrze przeskalować.

 

Księżniczka Kwiatuszek

almetyna

Ludwika robi rzeczy magiczne.

Przedrzeźnia fontannę:

 

Pracuje nad choreografią:



Jest dumną współautorką książki o księżniczce:

Księżniczka miała różne przygody, wszystkie magiczne!

Ewolucja

almetyna

A T

Źródło: http://www.joemonster.org/art/20037/Zatrzymane_w_kadrze

 

Co by rzekł na to Darwin? A Michel Foucault? A Ty, co o tym sądzisz?

Zwiedzanie najbliższych okolic

almetyna

 

Ostatnio robię coraz bliższe spacery. 

Pani nie życzyła sobie zrobienia jej fotki, myślę, że dobrze na tym wyszła ;-)
Pani mieszka w dworku, jaki pozwolono panu Lachertowi wystawić w środku muranowskiego miasta-ogrodu o stylu klasycyzującym, monumentalnym i miejscami intymnym. Ta ostatnia cecha jest widoczna szczególnie od wiosny do jesieni, gdy wyjdę z podwórza i zapragnę znaleźć się w bajce.

Najpierw przebijam się przez tłum samochodów.


 

 Wstępuję na schody, jak się potem okazało, tuż za ową panią.


 Dworek jest na osi parkowej alei:

 

W dworku mieszczą się dwie instytucje i siedziba owej pani. Czyżby jej rodzina mieszkała tu zawsze?  

Pani, która wyszła czujnie zaraz potem jak pstryknęłam zdjęcie spytała:

– Czy pani z Wydziału Architektury?

Od razu ją rozpoznałam, sylwetka ta sama co pani, którą uwieczniłam na schodach. Chyba niezbyt uwierzyła w moje zaprzeczenie, bo wdała się w usypiającą pogawędkę, pewnie żeby mnie wybadać.
Nie była tak otwarta jak inna pani, ta z mojego spaceru w kwietniu, bo foty "na pamiątkę" nie dała sobie zrobić.

 

 

Na prawo od jej mieszkania jest ganeczek i jakaś instytucja, do której dostępu broniły ciasno ustawione auta. Za to na lewo rzecz o nazwie Aslan. Ponieważ postać Aslana z Opowieści z Narnii jest w intencji C. S. Lewisa alegorią Chrystusa, zapytałam innej pani, która z okna Aslanu sama najpierw wykazała czujność:

– Czy pani czegoś szuka?

– Zauważyłam szyld i ciekawi mnie jakiego rodzaju pomocy państwo udzielacie rodzinom?

– Wszelkiej jakiej potrzebują.

– To znaczy jakiej?

– Terapeutycznej i psychologicznej.

– A czy są państwo związani z jakąś religią?

– Nie!!!

Centrum Pomocy Rodzinie wydało mi się dobrze zabarykadowane.
Po chwili pocieszył mnie uroczy buldożek.

 

Między dworkiem a zabudowaniami na prawym skrzydle jest przesmyk do innego świata, w którym bajkę zastępuje prawdziwe życie: od "Alkohole 24 H", przez bar, burdele, stroje do chrztu, Żabkę, buty i zegarki zalewa mnie szum dużego miasta.

 

Dość tych wycieczek po najbliższej okolicy. Wracam ozdobną bramą.

Już niebawem zaprzestanę tych spacerów, będę się zwiedzać w środku.

Półdzika natura

almetyna

Leżę pod gruszą i mam święty spokój.

 

Dotarcie do tej gruszy wymaga pewnych poświęceń estetycznych.

 Wita nas przestraszony kogut, 

stodoła sąsiada i jego parkowisko na łodzie i przyczepy.


Nasza furtka, na lewo na lewym zdjęciu i nasza brama, na środku prawego zdjęcia wskazują, że wiele lat temu ustanowiliśmy na naszej ziemi rezerwat przyrody. Który rozciąga się od płota, a za nim skarpa ku Narwi.  


Schodzimy na wschód, w kierunku wody, a mamy ją coraz bliżej przeciwległego płota, bobry bardzo pracują nad równowagą w przyrodzie niechronionej już płotem, ale prawem. Ten drugi płot jest i będzie, odgradza nas od amatorów ryb i przyczep kempingowych zwożonych w sezonie nad pobliskie pastwisko.

Sprawdzam stan wody w Narwi na 49 kilometrze (liczba się zgadza, to mówię do Ave) od ujścia do Buga. (Mam nadzieję, że Narew wpada do Buga, a nie odwrotnie, choć miejscowi mówią Bugonarew... Cóż, wszystko jedno, nazwa rzecz ulotna, nie będę drobiazgowa ;-)

Rzeka trzyma się dobrze, ale na bardzo czystą nie wygląda. Co chwila pędzi z nurtem jakiś but, butelka plastikowa, w górę rzeki huczący ślizgacz odrzutowy i na szczęście w dół Narwi a to patyczek, a to stateczny wędkarz na wiosłach.


Bobry porobiły nory na brzegu, chodzić trzeba ostrożnie, bo dziury. 
Podłoże kołysze się jak woda w rzece, widać ruch falowy jest zaraźliwy. 

Słońce coraz wyżej, pora na nicnierobienie.


Ptaki wrzeszczą, ćwierkają, kukają, świergoczą do późna, pod koniec przybywa solista, pan słowik i daje koncert.

Wieczorem bal trwa.


Konsekwencje konsekwencji oraz szczęśliwy dar dokonywania przypadkowych odkryć

almetyna

Martyna mi napisała:

- Rozwiń myśl, bo bardzo mnie zaciekawiło to, co napisałaś o konsekwencji, że diaboliczna i nieludzka.


Najpierw sprawdziłam podręczne słowniki.

Słownik Onetu podaje: 

konsekwencja to: 
1. m.in. postępowanie według przyjętych zasad, zgodnie z planem, spójne i przemyślane działanie, wytrwałość w dążeniu do celu; 
2. wynik, rezultat, skutek, następstwo działań bądź zdarzeń, w tym znaczeniu częściej używany w l.mn. 

Internetowy słownik synonimów sugeruje, że konsekwencja to: 
wynik, skutek, rezultat, efekt, implikacja, następstwo, owoc, pokłosie. 

Tak więc, zgaduję, że chodzi o to pierwsze znaczenie. 

Należę do osób, które nie lubią wracać tą samą drogą, którą gdzieś zaszły. Jest wiele powodów, nie tylko moja niecierpliwość. Droga odbywana samotnie to czas, który poświęcam własnym myślom, najczęściej niekonkretnym i swobodnym, co je zbliża do medytacji. Wracanie tą samą drogą zmusza mnie, jako że oczy są moim najważniejszym zmysłem, do zauważania różnic (a, nie ma już tego psa uwiązanego przed sklepem), a te drobne różnice są zupełnie nieistotnym śmieceniem sobie w głowie.

Image and video hosting by TinyPic

Jednak czasem wracam tą samą drogą (szybciej, znam każdy kamień itp). Konsekwentnie drogi zmieniam, niekonsekwentnie czy w myśl innej zasady, wracam czasem po własnych śladach. A więc, w drogę!


Zbyt wiele mamy w życiu powtórzeń i RUTYNY, żeby mnie to nie nużyło. A nawet wściekało. Ale bywają też nieoczekiwane korzyści, gdy zachować otwartość na serendypię. Na obrazku widać jak się trafia na takie nieoczekiwane odkrycia ;-) 

Image and video hosting by TinyPic

 

Konsekwencja jest bardzo zachwalanym towarem, szczególnie przy wychowywaniu dzieci. Ma swoje zalety, ale nie zawsze. Zabija autentyczność w relacji z drugą osobą. Czasem ludzie zapominają, że ich dzieci to też ludzie. Wyłom w konsekwencji jest równie silnym środkiem oddziaływania jak zaburzenie rytmu. Zawsze zwraca uwagę i powinien dać do myślenia różnych rzeczy, których częściowo nie da się przewidzieć.  Zaburzenie rytmu stwarza nowe możliwości, szczególnie wtedy, gdy rytm ma coś "biologicznego", a zaburzenie go pojawia się nieoczekiwanie. Na przykład tak:

Image and video hosting by TinyPic

Konsekwencja wobec siebie samego wydaje się bardzo korzystna dla naszego samopoczucia. Dla mnie to pójście na łatwiznę i skostnienie. Chcę mieć wolność postępowania w każdej sytuacji, szczególnie nowej, czyli takiej, w której najłatwiej (konsekwentnie) stosujemy schematy. Konsekwencją takiego podejścia bywa poczucie straty lub prawdziwa utrata różnych możliwości, których nie widzimy z powodu konsekwentnego unikania pewnych zagrożeń. 
Jedna tylko forma konsekwencji mi się bardzo podoba (spróbuję jej konsekwentnie przestrzegać, tak jak moja przyjaciółka, od której zaczerpnęłam
 pomysł), tj. nagradzanie siebie i sprawianie sobie przyjemności nie wtedy gdy coś się udaje, tylko wtedy, gdy się nie udaje lub przychodzi stres. 

Image and video hosting by TinyPic

– Dla mnie (konsekwencja) - daje poczucie bezpieczeństwa. Rozwija we mnie odpowiedzialność za słowo i czyn. Porządkuje sprawy społeczne (no przynajmniej w teorii). 

To się różnimy. Chyba że jednak co innego rozumiemy pod słowem "konsekwencja". Wyżej już była o tym mowa: może to być cecha działania i może to być synonim skutku, na zasadzie: "wynikiem mojej nieostrożności będzie wypadek". Jeśli przybliżyć oba znaczenia do jakiegoś "praznaczenia" (hi, hi - "przeznaczenia"), to "konsekwencja jest cechą działania, o którym sądzimy, że przyniesie oczekiwane skutki", co się zgadza z definicją Onetu. W takim ujęciu nasze działania dzielą się na liczne wariacje, które można narysować na osi, na jednym jej krańcu chaos, na drugim, tak powszechnie pożądanym, idealne uporządkowanie. Po drodze te wszystkie inne przypadki. Otóż ja chcę poruszać się po tej osi swobodnie i raczej wolę chaos niż idealny porządek. 

Ludzie zbyt konsekwentni są dla mnie nieludzcy wtedy, gdy mają władzę, gdyż idea jest dla nich ważniejsza niż osoba, cel ważniejszy niż środek do niego prowadzący, ich ego ważniejsze od wszystkich innych, na zasadzie "ja mam zawsze rację". 
Co do diaboliczności, to pojawia się wtedy, gdy konsekwencja jest żelazna, gdy jest nastawiona na ukryty cel, gdy jest oddzielona od emocji lub żywi się złymi emocjami. Skrajny i jaskrawy przykład to nadzorca obozu lub podstępny manipulator w zwykłym życiu. To może iść od podstępnej reklamy do nakłonienia kogoś, żeby przystąpił do sekty lub kogoś zabił. 

Image and video hosting by TinyPic


Psychologia zajęła się także tematem konsekwencji, oto jedna z sytuacji, gdy ludzie wiążą z czymś nieracjonalne nadzieje, uparcie trzymając się ustalonej linii postęppowania: 
Logiczne wyjaśnienie mogło zburzyć te nadzieje, dlatego szybko, aby temu zapobiec, dokonali oni zapisu i zapłacili z góry za kurs. Konsekwentnie i z pełnym zaangażowaniem brnęli oni w coś, co z logicznego punktu widzenia nie miało sensu. 
Cały artykuł zawiera w pigułce istotną wiedzę na temat konsekwencji i jej znaczenia w wywieraniu wpływu. Opisane są ciekawe eksperymenty psychologiczne. 

A co ja dobrego widzę w konsekwencji: jest to cecha działania prowadząca skutecznie do realizacji zadania. Jeśli zadanie jest mądre, to i konsekwencja będzie pożyteczna i szybciej doprowadzi do celu. 

Napisałaś "odpowiedzialność za słowo i czyn" - dla mnie to jest sprawa niezwiązana z konsekwencją postępowania. Odpowiedzialność za coś lub kogoś jest postawą, która wynika z naszej umiejętności przewidzenia skutków, z empatii, z potrzeby zgodności ze swoim wewnętrznym obrazem. 

Lęk przed nieznanym bywa większy niż ciekawość i skłonność do ryzyka i do eksperymentu. W sytuacjach skrajnie nowych i niepewnych może nawet ratować życie, dobrze o tym wiedzą szczury pierwsze opuszczające tonący statek. 

Bardzo mnie ciekawi Twoje spojrzenie, napisz, proszę. 

Image and video hosting by TinyPic

Zawsze jest wyjście ;-)

Klatka i drzwi

almetyna

Drzwi mi raczej przeszkadzają, gdy są zamknięte. Chociaż trochę uchylone dają do zrozumienia, że mogę wyjść i wrócić kiedy tylko zechcę.

Obieżyświatka - zaciekawiła się moimi drzwiami. Od razu wyznam: według zgodnej opinii publicznej zupełnie nie pasują do klatki schodowej. Ale są otwarte!

 

 

Moja klatka schodowa jest zabytkiem, dziełem arch. Bohdana Lacherta i konserwator ją chroni wraz z dużą częścią Muranowa. Na witrynie Jerzego Goliszewskiego znalazłam wspaniałe fotografie, które pozwoliły mi zaprzestać prób z komórką i które dodają tajemniczości mojej klatce schodowej zwieńczonej kopułą. Mieszkam w sanktuarium przodującej siły narodu, która osobiście dysponowała 5 mper capita, za to widok z okna i z drzwi miała wyjątkowo pouczający.



 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic


Więcej zdjęć:

http://www.jerzygoliszewski.com/Jerzy_Goliszewski/Portfolio/Pages/Diving_Bell_Skafander_(2009).html#1

 

Może nie wszystko wygląda na codzień tak pięknie, bo straż miejska interweniuje średnio 3 razy w tygodniu, a policja zawsze w weekendy (jedni i drudzy jakoś nigdy na czas), ale życie przecież się pleni i ten fakt sam w sobie jest optymistyczny.


Mazurek 2012

almetyna

Image and video hosting by TinyPic

 

A pieśń mi tu pasuje, bo transowa i bo Kapela Brodów zawsze pasuje! 

 



 

Nie wystarczy rzut oka

almetyna

Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic

Doradzam przystąpienie do akcji.
Po pierwsze wykonać Tort Babci Gieruni, następnie przejść do świętowania Wielkanocy lub Nadejścia Wiosny, lub obu i nie zapominać o wzniesieniu toastu ku czci Babci Gieruni, najlepiej Cointreau!

Miłego świętowania!

Almetyna

PRZYWRÓCONE ze zmianami

almetyna
Usunęłam, ale wpisuję ponownie, w odpowiedzi na zapotrzebowanie na FzD ujawnione. Taki był tytuł: "Specjalnie dla Drogiego Dupetka", ale już nie jest, bo Magdolot się szczęsliwie dołączył. Liczę na wszystkich moich gości. Taki był wstęp, że Pan Dupetek napisał był w komentarzu do poprzedniego wpisu (tego z Chińczykami): "Według mnie, nie powinno się dyskutować nad gustem, tylko nad dziełem wzbudzającym kontrowersje".

Ze sztuką, to jak z Chińczykami

almetyna

Na pozór wszyscy jednakowi. A przecież wystarczy poznać kilku i już widzimy różnice.
Ludzie lubią się wypowiadać w różnych sprawach ze znawstwem. Mamy mnóstwo lekarzy, ekonomistów i ministrów. Mamy mnóstwo znawców w każdej dziedzinie.

Ciekawa sytuacja panuje w sztukach wszelkich. Też każdy się wypowiada, każdemu się podoba lub nie podoba, to przecież sprawa gustu, a "o gustach się nie dyskutuje". Taaak? A niby dlaczego?

Sztuka jest wszędzie i często się jej nie zauważa. Jest przecież w każdej rzeczy, a raczej mogłaby być. Można artystycznie przeklinać:

przyklejać metki:

 

budować:

itd.

Czy w ramach dyskusji nad gustem można się pokusić o jakąś konsensus? Myśl taka nurtuje mnie od dawna, gdy różni znajomi, o różnych zawodach objawiają swoje gusta, co czasem wprawia mnie
w zdumienie. Otóż ci, którzy jednak twierdzą, że interesują się np. malarstwem, a nawet sami czasem malują, haftują artystycznie itp, niezwykle często wykształcili swój gust na filmach Disneya i obrazkach z różnych Place-de-Tertrów. Jak niemal wszyscy. Oprócz oczywiście tych, którzy sztukę traktują bardzo osobiście, a gustem się nie przejmują.

Obrazy, takie tradycyjne, najlepiej olejne, przestały się szerokiej publiczności podobać już dawno. Począwszy od co najmniej romantyzmu, każda kolejna estetyka wzbudzała protesty. Ale wystarczyło poczekać jakieś dwa - trzy pokolenia i już to co się nie podobało zostało oswojone, nie podobała się już bowiem następna stylistyka. Aż do impresjonizmu rzeczy tak się właśnie miały. Ale potem świat jeszcze bardziej przyspieszył, sztuka zaczęła się zmieniać równie szybko i ludzie się w tym pogubili. Zostawili sztukę samym artystom i ich podejrzanym przyjaciołom i zatrzymali się na impresjonizmie. To samo się stało z muzyką, nawet bardziej, bo ona się podzieliła na "klasyczną", jazz i "muzykę". Wpiszcie "muzyka" do dowolnego szukacza na portalach muzycznych, to zobaczycie ile tam najmodniejszych różności. Niech żyje pop.

Sztuka, jak Chińczycy, stała się amalgamatem. Może więc tak jak z Chińczykami, wystarczy poznać trochę współczesnej sztuki nieco bliżej, żeby zacząć ją zauważać, a nawet, nawet akceptować, rozumieć i lubić?


Zakorzenienie, rysunek Ewy

almetyna

Rozmawialiśmy z Andrzejem o napięciu, dwoistości, równowadze i spokoju ducha. Przepisywałam jego esej na ten temat, wtrącając swoje trzy grosze. Potem, leżałam na kanapie i patrzyłam na rysunek mojej znajomej, który od niej wyłudziłam, bo jest to wspaniały rysunek, a moja znajoma ma zwyczaj niszczyć znienacka swoje dzieła. U mnie ten rysunek nie zginie, często na niego patrzę.

Znam kilka osób, którym zdarza się wyznać, że nie czują związku z innymi, nie czują się ważne, nie są nic warte, niczego nie umieją, zero talentów, a jednak uważają się chwilami za istoty niezwykłe, choć do świata nieprzystające. Lepsze i gorsze zarazem. Zdałam sobie sprawę, że lekarstwem byłoby odnalezienie zakorzenienia w sensie dosłownym. Pytanie dlaczego twórca niszczy czasem swoje dzieła znajduje zapewne wiele różnych odpowiedzi.

W tym jednak wypadku powód jest prosty jak drut i skomplikowany jak wnętrze osoby niezakorzenionej w życiu. Cudownej i beznadziejnej zarazem. Ten skrajny brak równowagi bierze się z historii życia i ze strachu. Strach potrafi zawładnąć tak bardzo, że człowiek się kuli do punktu zero, z którego są tylko dwa wyjścia: autodestrukcja lub fajerwerk ekspresji. W tym drugim wypadku, gdy człowiek utalentowany, to jest to gejzer twórczy. Wielkie napięcie łączy te dwie skrajne postawy, które jak łuk elektryczny nie może trwać i trwać. Wielki ładunek dodatni i wielki ładunek ujemny nie mogą długo być w jednej przestrzeni. Oscylowanie na biegunach wyczerpuje, energia gdzieś się ulatnia w ułamku sekundy.

Gdzie się ulatnia ta energia? Jak widzę autorkę rysunku, mam wrażenie, że jej energia ulatuje w kosmos, do czarnej dziury, gdzieś w niebyt, w nieznane. Przepada, ale jej resztki mogą dać jeszcze siłę do samozniszczenia.

Czy można by zamienić siłę niszczącą na jej przeciwieństwo? Czy warto? Nie lepiej poszukać piorunochronu?

Według mnie lepiej, dużo lepiej, to wręcz niezbędne.

Dobry piorunochron idzie do ziemi i ziemia jest tą masą, która równoważy napięcia. Wszystkie napięcia. Trzeba znaleźć się na krawędzi niebytu, żeby wrócić, ale trzeba mieć uziemienie, żeby trwać.

Zakorzenienie. Sens bierze się z niego. Jeśli nasza historia zaczyna się źle, nie pozwala na zakorzenienie w sobie, ani w świecie, pozostaje szukać mocy, jaką ono daje poza sobą i przyjąć ją w sobie. Małe ziarno rzucone w ziemię najpierw zapuszcza korzenie. Jeśli tego nie zrobi, życie nie może się udać.

Falun Gong, Falun Dafa? Sadzenie drzew? Może chociaż kwiatów doniczkowych?

Image and video hosting by TinyPic

Nagła zmiana tytułu

almetyna

Budzenie się jest czasem trudne. Wstawanie czasem jeszcze trudniejsze. A jak już się człowiek uruchomi, to stara się zachować w sobie tę odrobinę magii, nawet gdy ostatniego snu nie zapamięta.

Andrzej, ten od Wspaków umie wstawać jak trzeba, zatrzymać ten spokój nagromadzony w snach i chronić go w sobie jak najdłużej, czasem nawet do następnej pory zasypiania. Taki dzień jest darem niebios i w takim dniu wszystko się udaje: kwiaty w wazonie nie więdną, telefonują sami mili ludzie, udają się rysunki, obrazy, słowa, instrumenty i kolacja. 

Moje wstawanie bywa małym dramatem. Mój zapas spokoju znika łatwo, byle dzwonek do drzwi, stłuczona filiżanka, konieczność szybkiego wyjścia z domu, telefon "w sprawie kołder", czyli: "Nazywam się Penelopa Iksińska, specjalnie dla państwa organizujemy pokaz... Ja już po "nazywam się" dziękuję za rozmowę, a wściekłość mnie bierze, ze to znowu i znowu codziennie i od lat po kilka takich. Duże ryzyko niesie taki poranek. Nic nie musi się udać, ani rysunki, obrazy, słowa, instrumenty, ani nawet kolacja.

A dziś już spodziewałam się najgorszego poranka, ostatnie dni były pełne trudnych sytuacji, trafiła mi się jakaś seria źle wydartych kartek z kalendarza.

A tu dzień pewnie będzie świetny. Nikt mnie ze snu z nagła nie wyrwał, plus. Dzień, wbrew prognozom, zaczął się światłem prawie słonecznym, pomysłów parę wpadło znienacka i nagle się okazało, że jestem w pogodnym nastroju. Wczorajsze nocne stresy zdały mi się odległą sprawą. 

Gdy rzuciłam okiem na tytuł mojego bloga, to on mnie "osłabił", jak się teraz mawia. Oj, błogostan zagrożony.

To już wiecie.

A teraz ilustracja, w końcu obraz przeważa dziś na słowem. Ten się nazywa "Błogostan", dotyczy  równowagi,  i jest dziełem wspólnym, moim i tego pana od Wspaków.


 


I-ra rzuca pomysł, ja łapię :-)

almetyna

Image and video hosting by TinyPic

 

Kto chce wiedzieć skąd pomysł, musi zajrzeć na blog Brak, wpis Age of acquisition i następny: Barwy narodowe (http://blueredporter.blox.pl/2010/07/Age-of-acquisition.html). Tak się wciągnęłam, że zrobiłam swoją wersję.

Przewrotne i ciekawe życzenia

almetyna

Pokazuję to co dostałam od artystów znajomych i rodzinnych.
Pierwsze: pisane w dniu 1 kwietnia.
Drugie: w odpowiedzi (popij sobie).
Trzecie: urocze i czysta grafika!
Czwarte: naprawdę przewrotne.
Piąte: artysta młody, czujący tradycję.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

Autentyczne

almetyna

Rodzina orzekła, że muszę mieć jakiś talent.
Padło na plastyczny. 


Ponieważ wyrok zapadł zaocznie, długo sobie nie zdawałam sprawy. Przywieziono mi prezent wspaniały: piękne, różnokolorowe plasteliny, nieosiągalne w naszym siermiężnym kraju. Były z Włoch. Z radością robiłam całkiem miniaturowe ludziki, scenki cale, ich przygody, ich domki, rowery i zwierzątka. Są dotąd schowane w jakimś pudełku, tylko nie pamiętam na jakim strychu. Moje stworzonka wzbudzały aplauz. Babcia przyniosła grudę gliny, sprawa poważniejsza. Należało włożyć gumowy fartuch, a także siedzieć w łazience, w końcu podłogi się wtedy pastowało. "Dzieł" nie pamiętam, tylko jedno wydarzenie z nimi związane. Były czasem malowane po wyschnięciu, zwykłymi wodnymi farbami. A na wierzch - mamy lakier do paznokci. Bezbarwny. Zrobiłam akurat plakietkę nieforemną, z podziałami jakie mi same wypadły, dość przypadkowe, w różnych kierunkach. Małe pola pomalowałam, a to w ciapki, a to w paski, a to w falki itd. Przyszedł Przyjaciel Rodziny, Znawca sztuki. I zrobił mi Korektę. Wcale nie zajął się całością "dzieła". Pokazywał palcem różne małe pola i mówił: - To jest do kitu. - To jest świetne. - To jest mdłe. - To nic nie wyraża. - To jest autentyczne. Tu już mnie przeraził. "Jak to nie wyraża? - Nie miało wcale 'wyrażać'!". "Jak to autentyczne? Dlaczego raczej ten kawałek, a nie inny?" Dlaczego akurat "autentyczne" lub "nie", co za dziwny pomysł na ocenę. Nic nie rozumiałam. A rodzina nadal wierzyła w mój talent. Jak rodzina się uczepi, to doprawdy każde dziecko omota.

© Almetyna blox
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci